Lenovo ThinkPad L14 Gen1 – najlepszy w tej cenie

Mojemu T440p w styczniu stuknęło 6 lat w moich rękach oraz dekada ogólnie, przyszedł więc czas na zmiany. Jak zawsze, za nowym laptopem rozglądałem się długo i intensywnie, żeby nie wpakować się na minę, jak to kiedyś miało miejsce z Acerem. Długo walczyłem ze sobą, czy nie kupić Frameworka, wszak nazywanego duchowym spadkobiercą dawnych ThinkPadów. Te obecne niestety w wielu przypadkach zatraciły swoją modułowość i naprawialność (przez lutowane wpierw procesory, później RAM) na rzecz smukłości i lekkości.

thinkpad na stole

Okazuje się jednak, że nie wszystko stracone – wystarczy rozejrzeć się po innych seriach. Mój wzrok padł na serię L, dokładniej model L14. Zależało mi na ładowaniu przez usb-c, mobilności, Ryzenie i opcji rozbudowy pamięci RAM jakbym miał taki kaprys. Z perspektywy czasu, to właśnie wymienność i opcja posiadania dużej ilości taniej pamięci operacyjnej jest jednym z ważniejszych kryteriów przy moim wyborze laptopa: procesory swą żywotność zachowują dość długo, karty graficzne w laptopach są skazane na przegraną już na starcie, a aplikacje – niestety – cały czas rosną, więc coś co może się wydawać wystarczającą pojemnością na starcie życia laptopa, może się okazać sporym niedoszacowaniem po kilku latach używania. To samo kryterium przeważyło przy wyborze mojego pierwszego Thinkpada T500 zamiast T61 (tanie 8GB DDR3 vs potwornie drogie 8GB lub tanie 4GB DDR2) jak i T440P z 16GB DDR3L.

Za kwotę zawrotnych 800zł, nabyłem Thinkpada L14 Gen 1 z Ryzenem 3 4450U, wyprodukowanego w 2021 roku. Za dodatkowe 200zł nabyłem do niego kostkę 32GB RAM DDR4 SODIMM. W razie potrzeb, drugi bank z chęcią przyjmie kolejny taki moduł, więc sprzęt powinien jeszcze kilka lat posłużyć.

W porównaniu z moim służbowym T495s, w obudowie czuć taniość – plastik (choć sprawia wrażenie dość solidnego, grubego ABS) zamiast aluminium i magnezu. Z racji konstrukcji, zdaje się być minimalnie lżejszy od wspomnianego przedstawiciela serii T, choć nie są to mocno odczuwalne wartości.

Dalej jest standardowo – klawiatura z trackpointem (u mnie bodajże belgijska z racji tego, że laptop jest z odzysku, ale uznałem że nie będę jej zmieniał dopóki nie ulegnie zauważalnemu uszkodzeniu/zużyciu), matryca fullhd (brak opcji 2k i wyższych, więc tu też czuć budżetowość).

Zaskakuje żywotność baterii – niby używana, a potrafi pociągnąć ponad trzy godziny na przeglądaniu internetu i około półtorej podczas grania w proste gry. W razie potrzeby, można się wspomóc powerbankiem – w moim wypadku trafił się dość przystępny cenowo GreenCell o PD wynoszącym aż 145W!

Wpis publikuję dobre pół roku po zakupie urządzenia (i rozpoczęciu wpisu), nadal będąc pod wrażeniem tego laptopa. Zaliczył w tym czasie kilka upadków i nadal działa (choć chyba czasem nie łączy inwerter), więc trwałość i odporność na moje użytkowanie pozostaje na zadowalającym poziomie. W międzyczasie nabyłem dwa inne urządzenia z Think* w nazwie, jak już się z nimi na poważnie zapoznam i znajdę chwilę to z pewnością je tu opiszę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *