Rokrocznie wrzucam tu opis wrażeń ze Złombola to i w tym razem trzeba tradycji dopełnić. Chwila się zeszła. Celem ubiegłorocznego rajdu była (dosłownie) słoneczna Turcja. Dzięki takiemu kierunkowi, udało nam się zakosztować lata, którego Polsce w minionym roku poskąpiło.

W mijającym roku jechaliśmy jedynie z żoną – rajd był pewną formą podróży poślubnej. Podróż to bardzo trafne słowo, gdyż ten wyjazd był unikalny pod wieloma względami i wg małżonki, wypełniał definicję podróży – wróciliśmy odmienieni, z niepowtarzalnymi przeżyciami i unikalnymi pamiątkami. Bieżącą relację z rajdu można było śledzić na fanpage naszego teamu Carozela, więc tutaj skupię się jedynie na tej mojej części i perspektywie, a składała się na nią jazda
jazda
jazda
jazda
jazda
jazda
jazda
Tym samym chciałem też zapowiedzieć, że 2026 – mimo jubileuszowej edycji – sobie odpuszczamy, bo mimo imponującego celu, dystans sugeruje powtórkę z rozrywki, czyli ciągłą jazdę bez przerw, w upale, dodatkowo po najbardziej turystycznych regionach Francji i Hiszpanii.
Pomijając już same koszta, obecna forma podróżowania odbiera lwią część przyjemności z wyjazdu – trasy po Europie prowadzą głównie po autostradach a nasz samochód jest w stanie utrzymać na autostradzie prędkość na poziomie 100km/h (i spada drastycznie przy dowolnych wzniesieniach), przez co na każdej godzinie jazdy tracimy kilkadziesiąt kilometrów, które musimy zawsze nadrobić kosztem snu, jedzenia czy zwiedzania. Jednocześnie podróż autostradą nie obfituje w większe atrakcje – pozwala na zwiedzanie stacji benzynowych i przydrożnych fast foodów, ale jest konieczna, bo pozwala utrzymać jakąkolwiek stałą prędkość pozwalającą na spójne planowanie podróży.
Wniosek jest prosty: polonez potrzebuje mocniejszy silnik 🙂